Strona główna arrow Kręgi arrow Archiwum arrow Modlitwa osobista
Menu główne
Strona główna
O nas
Spotkania sobotnie
Rekolekcje
Kręgi
Warsztaty
Galeria
Formacja dzieci
Świadectwa
Kontakt
Jak do nas trafić
Szukaj na stronie
Polecamy
Wyjazdy formacyjne
Ankiety
Oczami wiary
oczamiwiary.jpg
Logowanie





Nie pamiętam hasła!
Konto? Zarejestruj mnie!
Internetowy Dom Rekolekcyjny
logo-ostateczne.jpg

Modlitwa osobista Drukuj Email
Autor: Iwona Madaj   

 

Modlitwa osobista podstawą formacji chrześcijańskiej

„...wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi
 i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6,6)

             Modlitwa jest spotkaniem osoby z Osobą i najczęściej jest ona dialogiem. Może być też milczeniem, miłosnym trwaniem, uniesieniem serca (sursum corda).

             Modlitwa jest związana z obecnością Miłości w naszym sercu, bo to sam Duch Święty przychodzi na pomoc naszej słabości i przyczynia się za nami w błaganiach. Modlitwa jest wreszcie szukaniem Tego, który jest celem i sensem naszego życia. Stąd śmiało możemy powtórzyć za św. Pawłem, że “wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego ” (Flp 3,8)  ). Kiedy szukamy Pana Jezusa, kiedy go znajdujemy i poznajemy, to rodzi się w naszym sercu miłość. Pokochanie Jezusa przynagla nas do czynów miłości, do naśladowania swego Mistrza i Pana. W ten sposób odnawia się w nas, utracony przez grzech, obraz Boga.

Przygotowanie do modlitwy musi więc nam uświadamiać w czyjej obecności i po co do niej stajemy. Aby to spotkanie było owocne, trzeba tak, jak Jezus, usunąć się na miejsce postronne, “wejść do swojej izdebki” i prosić Ojca o napełnienie Duchem Świętym,  bo On “da Ducha Świętego tym, którzy Go o to proszą” (Łk 11,13). Gdy bowiem nie umiemy się modlić, to Duch Święty – Trzecia Osoba Trójcy Świętej, przyczynia się za nami w błaganiach, „przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8,26). W modlitwie już od początku opieramy się na wierze w obietnice Boże zawarte w Piśmie Świętym.

Można też nasze spotkanie z Bogiem rozpocząć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego opartą na przykazaniu miłości Boga: “Ojcze, proszę cię, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby Twojego Majestatu”. Kochać Boga w zamiarze, decyzji i czynie, to to samo co kochać Go wolą, rozumem, sercem, mocą.

W modlitwie ważne są też czynniki czysto ludzkie. Chodzi tu np. o taką pozycję ciała, by fizyczne dolegliwości nie rozpraszały nas. Dłuższa medytacja wymaga pozycji wygodnej, np. siedzącej. Kiedy wybierzemy już dobrą dla naszego ciała pozycję, to ważne jest, aby jej nie zmieniać bez powodu, ponieważ wytrąca nas to z modlitewnego skupienia. Podobnie sprawa się ma z czasem i miejscem  przeznaczonym na modlitwę. Może to być czas ruchomy, związany ze stałym punktem dnia, np. południowym snem dziecka. Miejsce modlitwy może być uświęcone krzyżem, Biblią, ikoną lub innym świętym obrazem czy zapaloną świecą. Zawsze należy jednak uświadomić sobie na ile te elementy pomagają nam w modlitwie, na ile pozwalają nam wejść w tajemnicę relacji z Bogiem. Obraz nie może być celem modlitwy. Celem jest spotkanie z Osobą przedstawioną na obrazie.

             Nieodzownym warunkiem dobrej modlitwy jest  uzdatnienie serca do pełnej dyspozycyjności wobec Pana. Ma to być serce wierne i pełne  prostoty płynącej z pokory oraz szczere, autentyczne i  stojące w prawdzie. Taka postawa miłości jest możliwa tylko wtedy, kiedy zobowiążemy się przed Bogiem do więzi z Nim poprzez modlitwę. Jest to bowiem miłość analogiczna do miłości męża i żony, oparta o konkretne zobowiązania, a nie o emocje, przelotne rozmowy. Dialog z Bogiem wymaga czasu, miejsca, ale przede wszystkim naszej decyzji i wierności podjętemu zobowiązaniu. 

Zagrożeniem dla modlitwy może też być przesada. Ważne jest, by we wszystkim zachowywać umiar. Św. Franciszek Salezy podkreślał, że pobożność musi być dopasowana do obowiązków stanu: „...pobożność, jeżeli jest prawdziwa i szczera, niczego nie rujnuje, ale wszystko udoskonala i dopełnia. Kiedy zaś przeszkadza i sprzeciwia się prawowitemu powołaniu lub stanowi, z pewnością jest fałszywa. Pszczoła tak zbiera miód z kwiatów, iż nie doznają one żadnej szkody. Pozostawia je nienaruszone i świeże, tak jak je zastała. Otóż prawdziwa pobożność czyni więcej, nie tylko nie przeszkadza żadnemu powołaniu, żadnemu zajęciu, ale przeciwnie, wszystko doskonali i ozdabia.[1]

Modlitwa nie może być monologiem, pełnym pustych słów, wyrazem elokwencji, ma być postawą pełnego otwarcia na Boże światło. Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi, upomina Jezus.

             Proponujemy więc modlitwę Słowem Bożym z czytań, które daje Kościół na dany dzień z zastosowaniem metody rozważań zwanej lectio divina (lectio, meditatio, oratio, contemplatio, actio).

             Lectio – to  pobożne czytanie  tekstu liturgicznego. Czytając ten tekst jesteśmy w szczególnej łączności ze wspólnotą Ludu Bożego, a nasza modlitwa nabiera charakteru eklezjalnego. Jesteśmy w ten sposób w łączności z Kościołem – naszą Matką. Pomocny tu może być Oremus czy Słowo wśród nas (wyd. Księży Marianów). Wystarcza też Kalendarz liturgiczny, ale wtedy pozbawiamy się cennych komentarzy, które chronią przed błędną interpretacją Słowa Bożego.

              Meditatio, czyli rozważanie przeczytanego tekstu staje się modlitwą inspirowaną przez Ducha Świętego i odwołującą się do naszego umysłu. Staram się zrozumieć, co Bóg do mnie mówi.

             Oratio to dialogowanie z Bogiem, słuchanie i mówienie, moja odpowiedź na Słowo, ale też moje wątpliwości a może nawet bunt. Powstające w nas żywe emocje mogą wskazywać na miejsce, na które „uczula” nas Bóg.

Contemplatio, to miłosne zjednoczenie z Bogiem całą swoją istotą: wolą, rozumem, uczuciem. 

             Słowo Boże staje się inspiracją do podjęcia konkretnych działań, decyzji, zmiany myślenia na sposób Chrystusowy, czyli do nawrócenia (metanoia –  z gr.- oznacza przemianę myślenia). Ten ostatni element modlitwy można nazwać actio.

             Kontemplacyjną formą modlitwy rozważającą tajemnice z życia Jezusa i Maryi może być także różaniec. „Przez różaniec lud chrześcijański niejako wstępuje do szkoły Maryi, dając się wprowadzić w kontemplację piękna oblicza Chrystusa i w doświadczenie głębi Jego miłości [2]

             Ważną modlitwa jest rachunek sumienia. Poświęcamy na niego około 15 min czasu, najlepiej wieczornego.

Dobrze jest zacząć rachunek sumienia od dziękczynienia, do którego zachęca nas św. Paweł słowami: “w każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem nas” (1Tes 5,18). Dziękczynienie ma nas uwrażliwić na dary Boże, ma nam pomóc przyjąć własne ubóstwo, całkowitą zależność od Ojca. Uczymy się w ten sposób prawdziwej wdzięczności, która jest tak miła Bogu: “Kto składa Mi ofiarę dziękczynną, ten Mi cześć oddaje” (Ps 50, 23).  Dziękujmy nie tylko za  wydarzenia, osoby, rzeczy, ale też za dobre pragnienia, postawy, czyny. Bóg powoli będzie też odkrywał przed nami sens trudnych doświadczeń. Nie osądzajmy więc tego co się w naszym życiu zdarzyło, lecz za wszystko dziękujmy. Nawet grzech może stać się “potrzebny”, gdy otwiera nas na przyjęcie Bożego Miłosierdzia i powoduje w efekcie nasze nawrócenie, metanoię. Grzeszność jest krzyżem. W przebaczeniu doświadczamy miłości Pana Boga. Sami zaczynamy bardziej kochać. Przykładem tego jest nawrócona jawnogrzesznica, o której Jezus powiedział: “odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten komu mało się odpuszcza, mało miłuje” (Łk 7,47). Nie koncentrujemy się na grzechu, tylko na miłości. Może doświadczam słabości po to, żeby nie osądzać innych.

Rachunek sumienia nie może być formą psychoanalizy lecz ma nam ukazać siebie w Bożym świetle. To sam Duch Święty ukazuje nam dlaczego “coś” wywołało w nas tak żywe uczucie, np. krzywdy czy odrzucenia albo miłości lub wdzięczności. Nie może bowiem człowiek zrozumieć siebie bez Chrystusa.

Przypominamy więc sobie uczucia, myśli, słowa, czyny (godzina po godzinie), po to, aby zobaczyć jaką pracę Bóg w nas wykonał i czego od nas oczekiwał. Po to wsłuchujemy się w słowa Pana, żeby odpowiedzieć posłuszeństwem w wierze, żeby nie tylko odwracać się od zła i czynić dobro, ale też, żeby wybierać “większe dobro”, czyli, żeby pełnić w efekcie wolę Bożą. Ważniejsze od naszych przeżyć i czynów są więc słowa Pana i posłuszeństwo im. Jak oddamy Mu całych siebie („całe drzewo”), to i owoce będą autentycznie Jego. Nie musimy więc wciąż “rozliczać się” z owoców swojego życia. Pierwszeństwo ma bycie z Jezusem . Działanie dla Niego jest naturalną tego konsekwencją.

W ten sposób rachunek sumienia stanie się dla nas odkryciem osobistej miłości Boga i już z ufnością dziecka, prawdziwą skruchą, a więc uznaniem zła, będziemy mogli Boga przepraszać, żałując za grzechy. Będziemy też mogli autentycznie doświadczyć cnoty nadziei, która sprawi, że nasze postanowienie poprawy będzie przede wszystkim aktem zaufania, że to on sam wyprowadzi nas z tego, co się  Jemu podobać nie może.

             Modlitwa osobista stanowi fundament naszej “formacji wzrostu”. Nie uda się modlitwa małżeńska, czy rodzinna bez tego fundamentu.

Budowanie więzi miłości z Bogiem jest darem, łaską, ale też zadaniem, które realizujemy także we wspólnocie, w modlitwie małżonków, w modlitwie z dziećmi, w modlitwie Kościoła.

             Tęsknota za Bogiem jest Jego wołaniem, Jego zaproszeniem do budowania  relacji miłości w naszych rodzinach.

Czy jesteś gotów odpowiedzieć na tą łaskę? Z jakim konkretnym zobowiązaniem łączy się ta gotowość?

 

Przygotowano na podstawie:

1.      Katechezy po REO, wyd. „Wieczernik”, Magdalenka, 1995

2.       Zeszyt 1 Domowego Kościoła, wyd.2, 1986

3.      Georges A. Aschenbrenner SJ : Codzienny rachunek sumienia w książce „Co zabrać ze sobą”, wyd.WAM, 1994

4.      Liturgia Godzin, T.III, s.1064, wyd. Pallotinum, 1987

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Złota myśl
Nie trzeba się zrażać tym, że modlitwa wymaga wysiłku, że podczas niej zdaje się, że Jezus milczy. On milczy, ale działa. (Benedykt XVI)
 
Nowości
Popularne
Nasz baner